Jak wspieram myślenie animistyczne dziecka

 

      O myśleniu animistycznym dowiedziałam się z książek Bruna Bettelheima, amerykańskiego psychoanalityka i pedagoga. Wspominałam ten termin przy pisaniu o baśniach i ich potrzebie w życiu emocjonalnym dziecka (Bruno Bettelheim o baśniach).

Myślenie animistyczne to aspekt percepcji dziecka, występujący do około szóstego roku życia. Animizm zakłada wiarę w to, iż przedmioty nieożywione posiadają świadomość, mogą mówić, poruszać się i w mniemaniu dziecka robić wszystko to, co ono. Jest to moment niezwykle ważny w życiu dziecka, ponieważ przekonanie o magicznych właściwościach rzeczy zaspokaja dziecięcą potrzebę fantazjowania i cudowności, karmiąc jego emocjonalny świat i budując jedyną niepowtarzalną osobowość, która najbardzej tworzy się właśnie wtedy.

To ważne, by nie zakłócać tego zjawiska, a idealnie będzie, jeśli będziemy świadomie to wspierać. Wyobraźnia dziecka właśnie wtedy jest najbardziej wybujała, bo pomocna w tym całym biegu. Nie wmawiajmy więc dziecku, że to nieprawda, tylko wierzmy w to razem z nim, próbujmy rozumieć i postrzegać rzeczywistość percepcją przypisaną do jego wieku.

Wspierać myślenie animistyczne możemy za pomocą książek przepełnionych surrealizmem i magią. Są to przede wszystkim baśnie i oczywiście moje ukochane „Alicja w Krainie Czarów” i „Alicja po drugiej stronie lustra.” Mnóstwo czarujących, nieoczywistych zdarzeń, pomieszanie jawy ze snem i jawy z fantazją.

      Lubię bawić się z dziećmi w magię i cuda. Właśnie podczas takich zabaw wydają się być najszczęśliwsze, bo mogą fantazjować bez granic i naprawdę wierzyć w to, o czym marzą. Dzięki wyobraźni doświadczają tego naprawdę. Bawimy się więc w krasnoludki, wróżki, elfy, koniki morskie mówiące ludzkim głosem. Prowadzimy lekcje o syrenach, latającym dywanie, lewitowaniu, skarbie ukrytym na końcu tęczy. Włączamy dźwięki ptaków i bawimy się w las. Robimy czarodziejskie różdżki, które posiadają moc. Robimy kolaże z antropomorficznymi postaciami. Używamy brokatu jako gwiezdnego pyłu i confetti jako magicznego deszczu. Wierzymy w małe przejścia, drzwiczki, tajemne korytarze, za którymi znajduje się coś cudownego. Naklejamy brokatowe piegi na twarz, udając, że są magiczne. Bawimy się, że wchodzimy do lustra, za którym jest drugi świat, którego pragniemy. Wierzymy w świat robaków, mających swoje królestwo w głębi ziemi (Inne kosmosy) Rozmawiamy też o tym, jak może pachnieć każdy kolor tęczy i marzymy, by lewitować w bańkach mydlanych.

      O wyjaśnieniu zjawiska myślenia animistycznego znajdziecie wiele szczegółowych informacji w książce „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni.”
Autorem jest Bruno Bettelheim.

Alicja w Krainie Czarów, 1933

  1. Matka kapitana

    To z balkonu dochodził do mnie głos tego chłopca. Każdy pokój w tym domu wczasowym, posiadał dostęp do wspólnego, usytuowanego wzdłuż całego piętra balkonu. Pokoi na piętrze było piętnaście i ta zewnętrzna biegnąca wzdłuż wszystkich pokoi balkonowa ścieżka, robiła wrażenie długiego tunelu. Był to jeden długi balkon składający się z piętnastu umownych balkonów. Granice między pokojami wyznaczające balkonową przestrzeń, należącą do poszczególnych pokoi były bardzo umowne, a właściwie nie było ich wcale. Owszem, o prawie własności do jednej piętnastej części balkonu, świadczyły jakieś wyniesione z pokoju i pozostawiane z dnia na dzień drobne sprzęty, przeważnie leżaki i suszące się ręczniki czy drobna dziecięca bielizna. Owszem, były też wyznaczone pseudo granice utworzone przez jakieś prowizoryczne tasiemki do suszenia ręczników czy inne oznaki terytorialnej integralności, ale były to granice nietrwałe, umowne, Takie granice to granice, które łączą, a nie dzielą. Lokatorzy w pokojach sąsiadujących ze sobą, po wejściu na teren zewnętrznego, wspólnego balkonu stawali się jedną, wspólną, wczasową społecznością.
    – Tu mówi kapitan. Uważaj jak manewrujesz, steruj dwa rumby w lewo. Uważaj, bo zahaczysz rufą o nabrzeże.
    – Tu mówi kapitan. Wszyscy na pokład – głos tego chłopca dochodził do mnie z naszego balkonowego odcinka.
    Malec siedział między małymi statkami zabawkami. Małymi tylko dla mnie, bo w jego wyobraźni były to ogromne jednostki pływające. Jedne z nich czekały na redzie, czyli wzdłuż łukowatego patyka położonego obok pionowych, metalowych prętów stanowiących solidną balkonową balustradę. Chłopiec korzystał w pełni z poczucia wspólnoty balkonowej i nie skażony jeszcze dorosłym poczuciem własności, w podłogowej terakocie widział wielką masę wodnej głębiny, a każdy przedmiot był fragmentem portowej rzeczywistości.
    – Panie kapitanie, proszę kończyć ustawianie statków, bo zaraz zaczynamy śniadanie, zapraszam pana na kapitańskie jajko na miękko.
    – Mamo, nie mówi się ustawianie statków, tylko cumowanie do kei. Tyle razy ci mówiłem, że statek nie jeździ tylko pływa i żegluga to nie to samo co jakaś tam jazda. Pływanie to całkiem skomplikowana podróż.
    – Więc przycumuj swoje statki do kei i wpadaj do pokoju na śniadanie. Nie pozwolę, żeby pracowity kapitan żeglugi wielkiej nie miał siły do pracy przez cały trudny dzień.
    – Tak mamo, masz rację. Dzisiaj czeka mnie ciężki dzień. Wpadnę tylko na chwilę, zjem śniadanie i zaraz wracam.
    To z balkonu dochodził do mnie głos tego chłopca. Nie wierzyłem własnym uszom. To co słyszałem to pokazowy, wręcz modelowy sposób na kontakt z dzieckiem. które w tej chwili dzięki swojej wyobraźni jest w innej rzeczywistości. Wystarczyłoby, żeby matka z pozycji swojego statusu rodzinnego próbowała zawładnąć chłopcem i wytrącić go z jego świata. Mądra matka kapitana żeglugi wielkiej wiedziała, że tylko jako kapitan żeglugi wielkiej jest w stanie spokojnie zjeść śniadanie. Mądra matka umiała podporządkować rytm zaczynającego się dnia do fantastycznego świata swego synka.
    – Jestem pełen podziwu dla pani pedagogicznej wrażliwości. Taką drogą jak pani idzie niewielu rodziców. Pani schyla się do wyobraźni dziecka, choć raczej powinienem powiedzieć, że pani wspina się na palce wyobraźni, żeby nadążyć za synem.
    – Staram się postępować zgodnie z nauczaniem największego pedagoga naszych czasów Janusza Korczaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *