„Edukacja artystyczna to taka sama inwestycja jak lekcje angielskiego” – wywiad z Matyldą Dębską i Marią Biardzką.

 

       Dokładnie rok temu, jesienią, napisały do mnie i opowiedziały mi o serii książek, które tworzą. Nigdy nie poznałyśmy się osobiście, a wielka szkoda. Przez skype’a omawiałyśmy to, o czym chciałabym je zapytać. Wreszcie jest! –  rozmowa z twórczyniami pomysłu na pokazanie dzieciom świata sztuki za pomocą serii książek „W ramie.”

Tworzycie serię książek „W ramie.” Jak to się zaczęło? Dlaczego chciałyście stworzyć coś właśnie dla dzieci?

Poznałyśmy się podczas studiów w Paryżu. Kiedy Marysia dowiedziała się, że studiuję historię sztuki, ucieszyła się i rzuciłyśmy się w wir konwersacji na temat wystaw, muzealnych kolekcji oraz edukacji artystycznej. Od słowa do słowa okazało się, że w podobny sposób postrzegamy rolę sztuki w codziennym życiu. Dzieląc się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami, doszłyśmy do wniosku, że coś musimy razem zrobić!

Tak powstał pomysł na stworzenie serii książeczek. Oczywiście z biegiem czasu rozwijał się i przechodził różne przemiany. Praca nad opracowaniem pierwszego zeszytu „Nad wodą” zajęła nam rok. Finalnie postanowiłyśmy wybrać piętnaście reprodukcji dzieł, różnorodnych stylistycznie i formalnie prac pochodzących z różnych epok, ale prezentujących jeden temat. Woda stała się naszym pierwszym motywem przewodnim.

Nigdy nie chciałyśmy stworzyć czegoś sztywnego, książki naukowej. Biografie malarzy, charakterystyki gatunków, definicje stylów artystycznych nie były naszym priorytetem. Bliska jest nam natomiast metoda Strategii Wizualnego Myślenia (Visual Thinking Strategies). Jej celem jest rozwój krytycznego myślenia, obserwacji i komunikacji. Polega ona na zadaniu obserwującym pytań takich jak: co dzieje się na obrazie? Co widzisz, że tak mówisz? Co jeszcze możesz znaleźć? Te proste pytania rozwijają zmysł obserwacji, czynią nas aktywnymi odbiorcami, gotowymi dzielić się spostrzeżeniami, otwartymi na różnorodne opinie. Ponieważ nie możemy rozmawiać z dziećmi w książeczkach, postanowiłyśmy stworzyć mini dialogi, naprowadzające dzieci na te pytania i czasami odpowiedzi.

I ćwiczenia! Zabawa dziełami, radość z obcowania ze sztuką, łamigłówki. Chciałyśmy pokazać, że sztuką można się bawić. Dlatego do każdej reprodukcji przygotowałyśmy małą zabawę: wyklejanki, labirynt, kolorowanki, wycinanki. Starałyśmy się stworzyć je tak, aby pomagały w obserwacji i rozumieniu dzieł. Jednym słowem, wymarzyłyśmy sobie piękne reprodukcje, wesołe zabawy, kreatywne obcowanie z dziełami i przystępną cenę.

Dlaczego chciałyśmy stworzyć coś właśnie dla dzieci? To proste pytanie! Chciałyśmy stworzyć coś, co super byłoby mieć w dzieciństwie. Edukacja kulturalna i artystyczna to bardzo ważny temat. To taka sama, bezcenna inwestycja jak lekcje angielskiego. Dzięki sztuce rozwijamy zmysł obserwacji, uczymy się interpretować, co jest szalenie ważne. Przyswajamy wiedzę, łączymy fakty, wydarzenia i postacie. Uczymy się krytycznego myślenia i logicznego, konsekwentnego wiązania ze sobą faktów – wybór metod malarskich i tematyki obrazów nigdy nie jest przypadkowy, oba aspekty są ze sobą powiązane. Do tego obcowanie ze sztuką wymaga skupienia, kształtuje otwartość na świat, szacunek i empatię. Każdy chce dać swojemu dziecku właśnie to.  

 

Opowiedzcie o drodze do realizacji pomysłu i o waszej przygodzie z crowdfundingiem.

Kiedy się poznałyśmy i prowadziłyśmy nasze pierwsze dyskusje o sztuce, Marysia współpracowała już z iTON Society – organizacją, który wspiera niszowe inicjatywy kulturalne. Pomysł spodobał się prezesowi spółki. Podpowiedział nam, że najlepszą droga do realizacji takiego projektu będzie akcja crowdfundingowa. Potraktowałyśmy zatem temat poważnie i po przygotowaniu pełnego projektu książki stworzyłyśmy akcję na portalach Wspieram.to i Kickstarter. Dzięki darczyńcom, którym spodobał się nasz pomysł, udało nam się zebrać niezbędne środki, aby opłacić pracę grafika i drukarnię. Tysiąc egzemplarzy pierwszego zeszytu ujrzało światło dzienne. Jesteśmy bardzo wdzięczne wszystkim tym, którzy nam pomogli.  

 

Seria książek „W ramie” zakłada wiele części. Na razie udało Wam się zrealizować pierwszą, zatytułowaną „Nad wodą.” Co powiecie o zamyśle tych książek? 

Chciałybyśmy stworzyć jak najwięcej takich kreatywnych zeszytów. Mamy pełno pomysłów! Super tematami na kolejne byłyby: oczy, drzewo czy krzesło! Jest tyle dzieł do pokazania! Na jesień na pewno wystartujemy z praca nad drugą książeczką.

Najważniejsza dla nas w książeczkach jest ich tematyczność. To nasz pomysł przewodni. Chcemy wybierać tematy bardzo ogólne i świetnie znane, jak na przykład woda, słońce czy nos. Naszym celem jest udowodnienie, że istnieją miliony sposobów przedstawienia tych motywów, a każdy z nich jest dobry. Na przykład woda może być niebieska, zielona lub czerwona w świetle zachodzącego słońca. Można ją namalować kropkami, wydziergać. W różnorodności tkwi siła. Pokazując mnogość rozwiązań artystycznych, sposobów postrzegania danej rzeczy, chcemy przekazać, że nie ma jednej właściwiej drogi, uczyć interpretacji i rozwijać kreatywność.   

„Nad wodą” powstało dzięki pracy graficzki Debory Ramos. Opowiedziałyśmy jej o pomyśle, opisałyśmy w szczegółach efekt, jaki chcemy uzyskać, pokazałyśmy nasze rysunki i projekty, a ona opracowała ilustracje. Ten zeszyt jest kolorowy i przemyślany. Grafiki korespondują z wybranymi reprodukcjami. W środku można znaleźć Van Gogha, mozaikę z Pompei, filiżankę z Sèvres czy Śliwińskiego. I oczywiście mnóstwo zabawy!   

 

A skąd pomysł na tytuł i postać Pana Ramy? 

Bardzo chciałyśmy aby nasze książeczki były przyjazne i wesołe. Kiedy udało nam się wymyślić tytuł „W ramie”, pomysł na bohatera przyszedł naturalnie. Pan Rama to postać, która pojawia się wszędzie w książeczce. Jest swego rodzaju przewodnikiem w świecie sztuki. Mamy nadzieję, że dzieci go polubią tak jak my. Ponadto Rama jest figurą, która łączyć będzie wszystkie zeszyty z serii.   

 

Jak przekonać rodzica o ważkości sztuki w życiu? jak pomóc mu w byciu przewodnikiem po świecie sztuki dla swojego dziecka? 

Wydaje mi się, że jakkolwiek coraz więcej rodziców poświęca czas na wprowadzanie dzieci w świat sztuki, tzn. zarówno jako odbiorców, jaki i twórców, to nadal pokutuje poczucie, że sztuka jest czymś „ekstra” w życiu dziecka. Mianowicie, nie jest ona tak ważna jak np. lekcje angielskiego, czy korepetycje z matematyki.
Koniec końców, okazuje się, że zajęcia ze sztuki, czy plastyki są oceniane przez uczniów i rodziców jako te najmniej ważne w szkolnym programie nauczania. Obie uważamy, że jest to błąd. Z powodów, które wymieniłyśmy już wcześniej: sztuka uczy ogromnie wiele i nie warto jej zaniedbywać.
Wydaje nam się, że aby zainteresować dziecko sztuką, ważne jest przede wszystkim, by rodzic od początku dbał o to, aby kontakt z nią był przyjemnością. Zabawa i zachęcanie najmłodszych do refleksji nad tym, co widzą, to nasza recepta.
Raczej nie sądzimy, by najlepszą formą wprowadzania w sztukę było zabranie dziecka do muzeum, pouczanie go, by było cicho i na przykład podziwiało Mona Lisę, bo „Leonardo da Vinci był wielkim malarzem.” Lepiej zabrać dziecko do galerii, czy muzeum na krótko, a pokazując dzieło, przybliżyć mu kontekst, autora, epokę, styl, ale przede wszystkim zapytać o to, co o nim sądzi. Czy podoba się, nie podoba? Dlaczego? To jest w porządku, nie wszystko musi się podobać. Warto zaszczepić u dziecka nawyk krytycznego myślenia, analizowania i wyrażania opinii.
Co do samych muzeów: coraz więcej galerii i innych placówek kulturalnych organizuje dni lub pory odwiedzin przeznaczone dla dzieci, które naturalnie są głośniejsze i bardziej ruchliwe, niż dorośli. Można spróbować zabrać malucha w taki właśnie przeznaczony dla nich dzień, by muzea nie zaczęły im się kojarzyć z nudą i sztywnymi regułami.
Oczywiście sztuki nie trzeba uczyć wyłącznie w galeriach. Rodzic może pokazywać dzieciom albumy, czy ciekawe filmy w domu. Także proponować im zadania: wycinanki czy kolorowanki – na przykład z jakimś motywem przewodnim. Czy umiałbyś namalować kogoś, coś – koleżankę, swojego kotka – samymi kółkami? Sposobów jest dużo, ale myślimy, że najważniejsze jest to, żeby obcowanie ze sztuka było zawsze przyjemnością, aby nie odbywało na siłę. Jeżeli dziecko jest zmęczone, to niech lepiej już wyjdzie z tej galerii. Lepiej z uwagą podziwiać dwa dzieła, niż ziewać przed trzydziestoma.

 

Dziecięca wrażliwość na rzeczywistość przypada na pierwsze lata życia. Dzieci więcej dostrzegają, zakładają wszystko, lubią surrealizm i wszystko to, co dla nas może być nietypowe, odrealnione. Ich wyobraźnia, stymulowana przez wszystko dookoła, ma wtedy największy potencjał. Sztuka może być również pewnym aspektem w tym procesie. Czy pamiętacie bodźce z Waszego dzieciństwa, determinujące kontakt ze sztuką – jakieś migawki, magiczne momenty, które w jakiś sposób Was uwrażliwiały, naznaczały?

Matylda:

Moje pierwsze wspomnienie to wizyta w Luwrze. Miałam siedem lat, kiedy pojechałam z rodzicami na wakacje do Francji. Wydaje mi się że to pierwsze muzeum, w jakim kiedykolwiek byłam. Pamiętam szalony tłum, imponująco wielką Nike z Samotraki i błyskające flesze przed Mona Lisą. Właściwie to jedyne co pamiętam. Paradoksalnie, ta fala ludzi zalewająca muzeum, jego ogrom, ekscytacja, wyczuwalna w powietrzu i pęd, aby szybko dotrzeć przed najważniejsze dzieła, stały się dla mnie – jeszcze dziecka – nośnikiem informacji, że muzeum to ważne miejsce i to, na co patrzymy również jest ważne. Że to wszystko ma jakąś magiczną wartość. Moi rodzice nie są pasjonatami sztuki, ale mama uwielbia książki. W domu mamy kolekcję albumów przedstawiających zbiory największych muzeów świata. Uwielbiałam je oglądać i marzyć, że kiedyś zapamiętam wszystko to, co w nich widziałam.

Marysia:

Mnie najbardziej interesowała historia związana z jakimś dziełem sztuki. Podobnie jak Matylda, miałam okazje odwiedzić Luwr, gdy byłam dzieckiem i pamiętam, ze byłam podekscytowana dziełami sztuki z czasów starożytnych. Intrygowały mnie także obrazy XVIII-XIX wiecznych malarzy, na których ludzie byli zupełnie inaczej ubrani i świat wydawał się wyglądać również zupełnie inaczej. Chciałam dowiedzieć się, dlaczego tak świat wyglądał, jak na tych obrazach czy, dlaczego ludzie tworzyli takie przedmioty jak ludzie w starożytności. Rodzice opowiadali mi dużo na ten temat, ale byłam na tyle męcząca, że w końcu dostałam książki i mogłam spokojnie edukować się dalej sama.

 

W maju, podczas Festiwalu Książki Artystycznej w Białymstoku, poprowadziłyście warsztaty, których uczestnikami były dzieci. Opowiedzcie trochę o tym, jak było? 

Zostałyśmy zaproszone na Festiwal Książki Artystycznej dla Dzieci w Białymstoku, aby pokazać nasze książeczki i poprowadzić warsztaty z grupką dzieciaków. To było dla nas wielkie wyróżnienie i byłyśmy bardzo szczęśliwe, że nas znaleziono i doceniono! Festiwal był super! Obok targów książek, odbywały się świetne zajęcia i spotkania z twórcami i ilustratorami np. z panem Tomaszem Samojlikiem.

Zdecydowałyśmy, że tematem naszych zajęć będzie słońce. Na podobnych zasadach jak w naszej książce, wybrałyśmy kilka dzieł i przygotowałyśmy do nich zadania.

Maria Biardzka

Matylda Dębska

        Więcej o książce możecie przeczytać na stronie iTON Society – tutaj.

 

     

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *